Listy pacjentów

Muszę się pochwalić moimi wynikami po 2 latach od terapii w Waszej klinice.
Jestem obecnie w 5 miesiącu ciąży i moje wyniki morfologii za każdym razem szokują położną. Nie mieli od daaawna pacjentki z tak dobrymi wynikami. Położna powiedziała, że będzie do mnie wysyłać na dietę wszystkie ciężarne.
Dodatkowo odkąd się dowiedziałam, że będę mamą przytyłam (tylko) 2 kilogramy i na prawdę chce mi się jeść tylko to co pasuje do mojego kodu metabolicznego.
Nie mam wyjścia jak tylko wierzyć w to co robicie i cieszę się, że się zdecydowałam :)))

Pani Gosia

Witam,skorzystałem z Waszej pomocy tzn wykonałem test na 160 produktów które toleruje bądź nie mój organizm w lipcu 2009r. Dzisiaj uważam ,że była to jedna najlepszych decyzji jaką podjąłem w życiu a mam już 51 lat. Ważyłem wtedy ponad 110 kg przy wzroscie 170 teraz ważę ok 90 kg i czuje się bardzo dobrze.Na dowód, że mój organizm czuje sie równie dobrze niech świadczy fakt ,że na moje 50 urodziny postanowiłem przebiec maraton czyli 42195 m i obecnie mam na końcie 3 maratony: Łódź, Warszawa, Kraków. Ostatnio zauważyłem, że moi znajomi którzy dość sceptycznie podchodzili do mojego stylu żywieniowego / nie lubię słowa dieta!/ chcą się do Was wybrać.
Reasumując,….. chciałem podziekować za to, że oferujecie tak fajną pomoc w poprawie zdrowia.Osobiście zgłosiłem się do Was aby się \”odchudzić\” a teraz uważam, że odchudzanie u Was jest efektem ubocznym. Prawdziwym efektem jest powrót zdrowia i sił witalnych.
Serdecznie pozdrawiam

Pan Przemysław

Podobno \”drugie życie\” mężczyzny zaczyna się po pięćdziesiątce i w moim przypadku dokładnie tak się stało. I nie mam tu na myśli kryzysu wieku średniego. o nie! Wszystko zaczęło się od tego, że jak to często bywa zupełnie przez przypadek dowiedziałem się, że jestem chory i to całkiem poważnie. Zdiagnozowano u mnie nadciśnienie tętnicze oraz poszerzoną aortę wstępującą ze wskazaniami do zabiegu operacyjnego.Dla jednych wyrok, dla innych szok a dla mnie wszystko naraz plus nowe wyzwanie! Challenge pt. nie dam się pokroić, za nic nie pójdę na operację!!! Nawet nie jestem w stanie zliczyć konsultacji lekarskich jakie odbyłem, spotkania z profesorami z Polski, a nawet ze Stanów Zjednoczonych Zawziąlem się. Doświadczyłem również medycyny niekonwencjonalnej i wszystko na nic. Dzięki znajomej dowiedziałem się o Vimedzie i do dzisiaj jestem jej za to wdzięczny. Trafiłem na konsultacje do Pani Lidii Trawińskiej, która po wysłuchaniu mojej historii oraz po wnikliwej analizie wyników moich badań ustaliła mi dietę oraz dała cenne wskazówki dotyczące mojego trybu życia.Jak każdy mężczyzna z niechęcią podszedłem do zmiany przede wszystkim nawyków żywieniowych ale postanowiłem WALCZĘ!!!po pierwszym etapie do diety doszły zabiegi, czułem się coraz lepiej. Znajomi dopytywali skąd wróciłem? gdzie byłem na urlopie?, bo tak dobrze wyglądam? Ja sam zorientowałem się, że zmiana jest tak duża, kiedy wszystkie ubrania zaczęły na mnie wisieć.W końcu kontrola u lekarza, skomplikowane badania itd.I szok. Mój stan zdrowia bardzo się poprawił, wyniki są naprawdę dobre. Mój lekarz prowadzący stwierdził, że jak tak dalej pójdzie, to obejdzie się bez operacji.Do zaleceń Pani Lidii Trawińskiej stosuje się od pół roku i muszę przyznać, że ten tryb życia zaczyna być dla mnie normą
pozdrawiam serdecznie,

Pan Mirosław

Witam,
od prawie dwóch lat stosuję się do diety jaką mi zaleciliście. Nie jem mięsa i innych zaznaczonych w teście na czerwono. Ważyłem 31sierpnia 2009 roku – 110 kg , teraz ważę ok.94 kg Oczywiście mam jeszcze nadwagę ale…. mam inne zdrowie , inne samopoczucie -jestem zadowolony! Ostatnio 5 czerwca przebiegłem Maraton „dbam o zdrowie” w Łodzi z czasem 5godz.7 min.
Zdjęcia www:fotomaraton.pl, mój numer startowy 572
Serdecznie pozdrawiam, to,że dziś jestem maratończykiem w dużej mierze zawdzięczam Wam

Pan Przemysław

Bardzo Państwu dziękuję za przesłanie dziennika vimedu. Piszę dopiero teraz, ponieważ nie było mnie w Warszawie – przez ostatnie 2 tygodnie byliśmy zajęci z moim mężem naszym ślubem.
Co prawda, tydzień po ślubie stał się niestety pretekstem do całkowitego wręcz odrzucenia zasad przyjętego stylu żywienia, ale już wróciłam do wcześniejszych nawyków. I mam nadzieję, że nie zaburzy to dawnego trybu życia.
A przy okazji, 100 dni przed ślubem z Vimedem pomogło mi uzyskać pewną równowagę, i przygotować się do tego ważnego dnia, także od strony zdrowia. Bardzo chcemy mieć dzieci, a wykonanie testu i dostosowanie diety jest w tym przypadku ważnym elementem. Mam nadzieję, że będę miała wystarczająco dużo siły, żeby nawyki zdrowego żywienia w sobie
pielęgnować, a później przekazać je naszym dzieciom.
z pozdrowieniami

Pani Katarzyna

Zgodnie z obietnicą przesyłam historię choroby Mateusza, jeżeli zbyt obszernie proszę wybrać istotne momenty. Jestem pełna optymizmu i wierzę, że po raz ostatni zwierzam się z tak okropnego czasu w naszym życiu. Pominę w tekście sytuacje złe moją depresję, nocne moczenie syna, jego stan psychiczny/i mój/, konflikt małżeński i opuszczenie towarzyskie. Przepraszam Panią za te słowa i dziękuję za zrozumienie! Mateusz urodził się , jako trzecie nasze dziecko w 1998 roku /córka 1979 rok i syn 1983 rok/miałam wtedy 41 lat. Syn rósł zdrowo i dobrze się rozwijał do czasu, kiedy chciałam podjąć pracę zawodową poza tym uznaliśmy z mężem, że powinien rozwijać się wśród rówieśników więc poszedł do przedszkola. Niestety zaczęły się częste przeziębienia, infekcje górnych dróg oddechowych a tym samym wizyty u pediatry lekarstwa, lekarstwa i…lekarstwa przeciętnie dwa razy w miesiącu choroba. W konsekwencji po roku uczęszczania do przedszkola znów przebywał w domu niestety choroby też. Świszczący kaszel, nadmiar śluzu, obrzęki w nosie i gardle…diagnoza: osłuchowo nic nie stwierdzono i zapisane zostało lekarstwo na kaszel.
W 2002 roku zaczęło się chrapanie, zielone wycieki z nosa, krótkie bezdechy podczas snu. Kiedy przekazałam te spostrzeżenia pediatrze uzyskałam krótką odpowiedź: „Nie ma Pani co w nocy robić? „Zaczęłam robić badania we własnym zakresie, testy alergiczne na pyłki, zwierzaki „futrzaki”, kurze i inne żyjątka latające w powietrzu, trafiłam do laryngologa, gdzie po podwójnej dawce antybiotyku nastąpiła poprawa, wymaz z nosa, o który walczyłam wykazał obecność pneumokoków czy streptokoków?. I tak Mateusz stał się stałym bywalcem gabinetu laryngologicznego! Rok 2003 i połowa 2004 upłynęła bez większych objawów chorobowych, ale też bez dobrego zdrowia. Zdarzały się noce złe, czasem fatalne w październiku 2004 choroba nasiliła się. Czuwanie nocne stało się rytuałem, często budziłam syna podkładałam poduszki lub trzymałam jego głowę by utrzymać pozycję siedzącą. Obrzęk w nosie nie schodził a gardło było „rozpulchnione”. Laryngolog miał nas dość stwierdził, że syn jest histerykiem a ja mam zaburzenia emocjonalne, skierował nas po uprzednim podleczeniu na usunięcie trzeciego migdałka.

Kiedy w styczniu 2005 roku wraz z podcięciem bocznych migdałków/bo okazało się, że trzeci jest podsuszony/miał nastać dobry czas…niestety trwał krótko, zbyt krótko by nabrać oddechu i nadziei na lepsze dni! Zmieniliśmy lekarza i oczywiście… znów lekarstwa, płukanie zatok, nieprzespane noce. Chciałam coś zmienić ale daremne moje starania, kiedy lekarz poniekąd autorytet dla przeciętnego pacjenta nie stara dociec przyczyny! Raz zdarzyło się, że któryś wspomniał o refluksie.. a Ty człowiecze martw się co dalej! Rok minął pod znakiem odwiedzania bioenergoterapeutów w sumie trzech i każdy zgodnie stwierdził, że ma wychłodzoną śledzionę, mamy zwracać uwagę na produkty, które spożywamy itd. więc dalej radziłam sobie sama. Zaczęłam interesować się anatomią człowieka, wpływie spożywanych pokarmów na organizm, czytałam książki i szukałam wyjścia. Nawet korespondowałam z Panią, która wychowała się na medycynie naturalnej i znała się na tym napisała, że syn ma zakwaszony organizm i trzeba oczyścić go z toksyn. Wszystkie sposoby oczyszczania organizmu, wątroby, nerek wg mnie tyczyły się dorosłego człowieka i bałam się zastosować dziecku. Czytałam książki, szukałam wyjścia każde napomknięcie lekarzowi wywoływało jego ironiczny uśmiech no! Przecież jakaś nawiedzona kobiecina chce uczyć uczonego! Szukając wyjścia trafiłam na artykuł o Centrum żywienia Optymalnego w Jastrzębiej Górze. Tydzień nad morzem, miła atmosfera, spacery i tłuste posiłki, które dziecku nie smakowały sprawiły, że mało jadł,schudł, wyciągnął się byłam dumna! wreszcie coś dążyło do lepszego! Gotowałam bez przekonania, posiłki niedojadane, niezbyt smaczne, jak dla dziecka więc powoli wracałam do normalności, czyli gotowałam to co wcześniej/choć w moim przekonaniu zdrowo, domowo mogłam sobie na to pozwolić bo nie pracowałam/”dobroci świata” wyprodukowane dla podniebienia, jak to nazywam truciciele kusiły…matce serce miękło /choć sama nie jada takich rzeczy/to czipsy na przekąskę, płateczki ZDROWE śniadaniowe zresztą nikła poprawa była po żywieniu optymalnym i problemy nie skończyły się.
W 2006 roku Mateusz znów zaokrąglił się, źle spał i noc stawała się horrorem. Trafiliśmy do sławy pomorskiej laryngologii i decyzja o usunięci trzeciego migdałka!!! Płacz, strach i zapewnienie, że więcej nie pozwolę tknąć dziecka ale póki co wierzyłam w „dobre ręce”. Zaskoczeniem nie tylko dla mnie, ale dla samego profesora było to, że nie było poprawy! Wreszcie wysłuchał mnie na spokojnie bez Mateusza i znów pokierował na temat żywienia… zostałam sama i mój/nasz/problem!!! Tak sobie żyliśmy do 2010 roku lekarze kazali chłopcu zrzucić co najmniej 5 kg niestety nikt nie powiedział, jak? a uznałam, że powszechnie stosowane diety jednemu pomogą innemu mogą zaszkodzić! Mateusz tył, zmieniał rozmiary garderoby na coraz większe, chrapał, stał się nerwowy, uparty coraz bardziej nieprzystępny. Pryszcze na twarzy wyskakiwały raz po raz, pojawił się łupież w nadmiernej ilości. Latem Mateusz zaczął się źle czuć w swojej tuszy, wreszcie moje wykłady i starania na temat zdrowego odżywiania zaczęły do niego przemawiać. Kupiliśmy parowar a letnie świeże warzywa i owoce sprzyjały popisom kulinarnym no oczywiście nie zabrakło, tak opiewanych w dietach białego
mięska drobiowego! Efekty w wadze mierne a zdrowotnie żadne! Nadal obrzęki w nosie i gardle. Kiedy w październiku ubiegłego roku trafiliśmy do dermatologa z nasilającym się łupieżem Mateusz dostał doustne tabletki pomocne w zwalczaniu tego stanu…i wtedy nasiliły się problemy ze spaniem! Powietrze nie wchodziło ani nosem ni przez otwarte usta do tego lejące się…dosłownie z ust kwasy żołądkowe! wszystko wróciło! Ból głowy, zielone smarki, świszczący kaszel, nieprzespane noce na
„siedząco”, pięć poduszek pod głową i moje czuwanie…oby do rana! Rano dopiero Mateusz odsypiał niedotlenioną nockę bywało tak, że trzy dni w tygodniu nie szedł do szkoły bo nie byłam w stanie jego dobudzić! wiecznie czerwone oczy, siniaki pod nimi, ziewanie praktycznie całodzienne i strach, tak strach przed snem! choć nieświadomy, co dzieje się w nocy! Gdy, któregoś grudniowego dnia poszłam z Mateuszem do lekarza i zostałam po raz kolejny wyśmiana, że jedzenie ma wpływ na jego
stan! Miałam dość życia, lekarzy i całego świata zrozumiałam wreszcie jedno: NIE CHCĘ tak żyć! chcę być szczęśliwa i mieć szczęśliwe dziecko! nikt za mnie nie podejmie decyzji!!!
Weszłam na stronę Vimed-u, o którego istnieniu wiedziałam od siostrzenicy i bez chwili wahania wybrałam numer. Termin na zrobienie wyników i konsultację ustalony został na 13 grudnia, miałam tydzień na przygotowanie syna do wizyty. Przez tydzień uświadamiałam co się wydarzy w W-wie, tydzień zapewnień i obietnic, że żaden lekarz nie będzie badał, nikt nie będzie zaglądał do nosa i ust! Przyjechał drżący ze strachu choć z rodzicami, pełen obaw, zadawał sto pytań na minutę czułam, że mi nie wierzy! Kiedy wracaliśmy do domu…a mamy długą drogę ponad 5 godzin zauważyłam wielkie odmianę lekkość wypowiedzi i…serce matki podpowiada-wielką nadzieję! Następnego dnia po powrocie wybraliśmy się na zakupy- zdrowe produkty, w lodówce i szafkach wielkie porządki nie ma miejsca na niepotrzebne „śmieci”-może brzydko napisane, żadnych przegryzek, przekąsek. Na honorowym miejscu powiesiliśmy listę co może, a czego nie może jeść. Choć zbliżały się święta Bożego Narodzenia zaczęliśmy naszą drogę do lepszego życia-myślę, że nie ma w tych słowach odrobiny kłamstwa! A to lepsze życie zaczęło się od wyplucia pierwszego posiłku, wszystko było niedobre, wszystko be! mały kęs, potem dwa, Mateusz narzekał i…jadł, jadł i narzekał! Boże
Narodzenie, magiczny czas dom zawsze miał zapach pieczonych ciasteczek, pierniczków, bigosu i mięska różnego a tego roku choć skromnie –ryba oczywiście- tradycyjnie na wigilię w Boże Narodzenie kartofle z zielonym sosie, w drugi dzień świąt rybka…czy były to złe święta-postne? NIE
wręcz przeciwnie! NAJRADOŚNIEJSZE bo spokojny sen zapanował w naszym domu!!! a potem było coraz lepiej i lepiej! nauczyliśmy się zabawy z przyprawami, kombinacji „dozwolonych” produktów poszukiwanie smaków…Z mężem podjęliśmy decyzję! jadamy z synkiem by nie robić przykrości/choć
przyznam szczerze, że pierwsze dni podjadaliśmy w piwnicy lub na mieście/ a teraz!!!Nie kupujemy mięsa, czytamy skład kupowanych produktów, cieszymy się zakupami i razem spędzonym czasem-zapewniam, że więcej czasu spędzamy na czytaniu iż wrzucaniu produktu do koszka!!Mateusz/choć się tego nie spodziewałam/ stał się tak odpowiedzialny za to co je, pomaga w kuchni, sam doprawia i szuka swoich smaków co ważne między posiłkami nie podgryza, nie penetruje lodówki, nie dojada zna wartość żywności i ceni swoje zdrowie!
Od 13 grudnia schudł prawie 10 kg, garderoba do wymiany/i wydatki/ ale to nic w porównaniu z jego nastrojem, podejściem do życia…stracił kilogramy-zyskał poczucie humoru, pewność siebie, zadowolenie z życia…ja też/ba! my jako rodzice!/Mamy wreszcie plany na przyszłość i radość! Nie żałuję dnia, godziny ni żadnej minuty, kiedy zdecydowałam się zadzwonić do VIMED-u.. wreszcie zaznałam spokoju i zrozumienia! wreszcie wiem, że nikt mnie nie wyśmieje i wiem… co jem!!!Nie ma dnia, kiedy wychwalam wielkie dokonania i Wasze poświęcenie… Wielki szacunek dla Was i Naszych radosnych dni!!!
P.S. Z góry dziękuję za poświęcony czas na lekturę…to tylko namiastka moich tragicznych i chorych dni. Przyznam szczerze/tak poza tekstem/, że lekarze doradzili by synka do psychologa posłać i szukałam po całym województwie, pojechałam…ale psycholog nie wziął pod uwagę rodziców…może ojciec silniejszy/choć z pozoru/pojechałam z sykiem na terapię, okazało się że mi bardziej potrzebna więc pojechałam… i mój błąd bo nasuwam rozwiązania w rezultacie-psycholog stwierdził: z czym
pani przyszła? tak sobie dobrze radzi! Nie chcę już wracać do tego, co przeżyłam zamykam rozdział. Dziękuję Bogu, Pani…Pani Lidio i sobie, że do Was trafiłam!!!

Pani Bogumiła

Dziękuję za Waszą pomoc i przesyłane informacje. Dzięki Wam schudłam 21 kg w ciągu trzech miesięcy. W chwili obecnej ważę 60 kg, a ważyłam 81. Czuję się świetnie, mam dobre wyniki i jestem bardzo wdzięczna. Wysyłam do Państwa wszystkich znajomych, którzy mają problemy zdrowotne. Nie boję się efektu jojo, ponieważ smakuje mi tyle różnych produktów, których wcześniej nigdy nie jadłam. Żyję i smakuję życie od nowa.

Pani Anna